11 września 2001 byłem w środku masakry. Patrzyłem na wszystko przez aparat fotograficzny. Widziałem składowiska trupów, karetki pogotowia ścigające się z wozami strażaków, żądnych sensacji dziennikarzy i fotoreporterów, bohaterów i złodziei. Nikomu nie pokazywałem swoich zdjęć. Czekałem, aż pamięć stanie się mniej bolesna. W szóstą rocznicę amerykańskiej tragedii zdecydowałem się pokazać je Wam.

Kiedy robiłem te zdjęcia nie byłem jeszcze zawodowym fotoreporterem. Byłem studentem ekonomii, robotnikiem budowlanym na wakacjach w Nowym Jorku, pasjonatem fotografii. Nie miałem w sobie wyrachowania fotoreporterskiej hieny, która nie tyle rejestruje, co „pompuje temat” by stworzyć atrakcyjny medialny schemat: obraz zniszczeń - cierpienie ludzi - akcja ratunkowa. Wtedy miałem w nosie schemat. Jeszcze nie naciągałem rzeczywistości, nie nadmuchiwałem świata przez obiektyw. Przez to moja opowieść jest dziwna, może dla wielu rozczarowująca, ale prawdziwa. Odkopałem ją po 6 latach.

Nie lubię cierpienia, degrengolady i tragedii. Nie chcę ich w życiu ani na zdjęciach. Używam fotografii, by pokazywać wyśnione życie aniołów, obrazy piękniejsze niż te za oknem. Tym dziwniej fotografowało mi się smutek i zniszczenie.

„Ruiny Spokoju” to relacja z World Trade Center chwilę po upadku. Paradoksalnie ujrzycie w tych martwych ruinach spokój w sytuacji, gdy żywy świat stracił go na wiele lat. Zobaczycie opowieść okrutną, ale pozbawioną okrucieństwa. Chodząc po gruzach WTC miałem świadomość, że w pył obróciły się najbardziej pożądane symbole naszego życia: dobrobyt, powodzenie, bogactwo, luksus, potęga nauki.

Mikołaj Majda