11 września 2001 byłem w środku masakry. Patrzyłem na wszystko przez aparat fotograficzny. Widziałem składowiska trupów, karetki pogotowia ścigające się z wozami strażaków, żądnych sensacji dziennikarzy i fotoreporterów, bohaterów i złodziei. Nikomu nie pokazywałem swoich zdjęć. Czekałem, aż pamięć stanie się mniej bolesna. W rocznicę amerykańskiej tragedii zdecydowałem się pokazać je Wam.

Kiedy robiłem te zdjęcia nie byłem jeszcze zawodowym fotoreporterem. Byłem studentem ekonomii, robotnikiem budowlanym na wakacjach w Nowym Jorku, pasjonatem fotografii. Nie miałem w sobie wyrachowania fotoreporterskiej hieny, która nie tyle rejestruje, co „pompuje temat” by stworzyć atrakcyjny medialny schemat: obraz zniszczeń - cierpienie ludzi - akcja ratunkowa. Wtedy miałem w nosie schemat. Jeszcze nie naciągałem rzeczywistości, nie nadmuchiwałem świata przez obiektyw. Przez to moja opowieść jest dziwna, może dla wielu rozczarowująca, ale prawdziwa. Odkopałem ją po latach.

Nie lubię cierpienia, degrengolady i tragedii. Nie chcę ich w życiu ani na zdjęciach. Używam fotografii, by pokazywać wyśnione życie aniołów, obrazy piękniejsze niż te za oknem. Tym dziwniej fotografowało mi się smutek i zniszczenie.

„Ruiny Spokoju” to relacja z World Trade Center chwilę po upadku. Paradoksalnie ujrzycie w tych martwych ruinach spokój w sytuacji, gdy żywy świat stracił go na wiele lat. Zobaczycie opowieść okrutną, ale pozbawioną okrucieństwa. Chodząc po gruzach WTC miałem świadomość, że w pył obróciły się najbardziej pożądane symbole naszego życia: dobrobyt, powodzenie, bogactwo, luksus, potęga nauki.

Mikołaj Majda